O kwantyfikacji. Liczę, więc rządzę.

O kwantyfikacji. Liczę, więc rządzę.

Jeżeli głęboko zastanowimy się nad tym, co zwykle robimy każdego dnia, to szybko dojdziemy do wniosku, że liczenie w różnych formach towarzyszy nam właściwie na każdym kroku. Spoglądając na zegarek liczymy czas. Sprawdzając stan konta liczymy należące do nas pieniądze. Niektórzy z nas przygotowując sobie posiłki liczą kalorię, a ci zainteresowani trenowaniem swojej kondycji liczą kroki przebyte w ciągu dnia. Kwantyfikacja sięga jednakże głębiej. Trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie instytucje publiczne bez statystyki. Korzystając z sieci nasze aktywności są zliczane i za pomocą skomplikowanych algorytmów tworzone są sprofilowane informacje marketingowe, wykorzystywane później w spersonalizowanej reklamie. Wiele wskazuje na to, że kwantyfikacja życia codziennego postępuje dziś bardziej niż wcześniej. Równie trafne wydaje się stwierdzenie, że niesie to za sobą wiele konsekwencji, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Sprowadzanie skomplikowanych procesów do liczb i algorytmów może wiele rzeczy ułatwiać, może jednakże tworzyć nieznane dotąd zagrożenia, na przykład związane z ochroną prywatności.

Zarówno wszechobecność praktyk liczenia oraz wpływ, jakie mają one na nasze życie sprawia, że kwantyfikacja wydaje się być niezwykle interesującym problemem. W tym oraz w następnych wpisach chciałbym zaprosić Was do krótkich badawczych wycieczek, podczas których chciałbym stopniowo odsłaniać kolejne wymiary tego zjawiska. Zaczynam od władzy.

Już dla społeczeństw starożytnych kwestią zasadniczą było prowadzenie skrupulatnej rachunkowości. Dotyczyła ona uprawy zbóż, hodowli zwierząt, produkcji i dystrybucji towarów. Kwantyfikacją zajmowali się również kapłani świątynni, którzy dzięki prowadzonym rachunkom potrafili zarządzać swoimi zasobami. Jack Goody, wybitny brytyjski antropolog kulturowy, twierdzi, że ta potrzeba liczenia dała początek pierwszym formom pisma (Goody 2006). Twierdzi on, że liczenie stanowiło podstawową czynność starożytnej władzy. Liczono zdobyte łupy, tworzono pierwsze spisy powszechne, na bazie których powstawały rejestry podatkowe, wreszcie określano racje żywnościowe i regulowane stosunki handlowe.

Więcej historycznych przykładów dotyczących politycznej roli liczenia (a właściwie mierzenia i warzenia) znajdziemy w pracy Witolda Kuli, przedstawiciela polskiej szkoły historii społeczno-gospodarczej. W książce Miary i ludzie (1970: 32) czytamy:

Atrybutem władzy jest nadawanie mocy obowiązującej miarom i przechowywanie wzorców nieraz posiadających charakter sakralny. Władza dąży do unifikacji miar na obowiązującym terenie jej zasięgu oraz karze wykroczenia przeciwko obowiązujący miarom.

W średniowieczu, kiedy nie istniał jeszcze system metryczny, zarządzanie handlem oraz zbieranie podatków związane było z ustanowieniem jednolitych na danym terytorium miar. Suwerenna władza była zatem wtedy władzą zdolną do narzucania i utrzymywania na podległych sobie terenach sposobów liczenia, który obowiązywały wszystkich. W czasie wojny miary były narzucane przez zwycięzców podbitym ludom. Natomiast za fałszowanie miar – Kula nazywa to przestępstwami metrologicznymi – groziły surowe kary, nawet śmierć.

Unifikacja miar jako problem politycznego zarządzania napotykał jednakże na pewną trudność. Bez obowiązującego wszystkich systemu metrycznego ludzie często wymyślali swoje miary, często odnosząc się do różnych części ciała (były to tzw. miary antropometryczne). Pojawiał się zatem problem zmienności i różnorodności miar, który mógł negatywnie wpłynąć na proces rządzenia (dla przykładu, jak liczyć podatek od posiadanej ziemi, jeżeli każdy przyjmuje inne sposoby jej liczenia?). Władza radziła sobie z tym na kilka sposobów. Jeden z nich jest szczególnie interesujący, ponieważ pokazuje kluczową różnicę między społeczeństwami przednowoczesnymi a nowoczesnymi. Dla władzy chcącej zunifikować miary najprostszym sposobem było upowszechnienie obowiązującego na danym terytorium wzorca, do którego można odwołać się przy okazji transakcji handlowych czy innych praktyk związanych z mierzeniem. Poniżej jeden przykład. Zdjęcie poniżej przedstawia tzw. pręt chełmiński, który znajduje się na ścianie Ratusza. Wykorzystywano go w średniowieczu do wytyczania ulic i mierzenia towarów.

[źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Miary_pruskie_i_niemieckie]

O nowoczesnym charakterze kwantyfikacji opowiem w kolejnym wpisie. Tutaj warto tylko wspomnieć, że przednowoczesna władza charakteryzuje się m.in. ograniczonymi sieciami wpływu. Dzieje się tak z wielu przyczyn, jedną z nich jest brak istnienia rozbudowanego aparatu biurokratycznego. Interesujące jest jednakże spojrzenie na ten problem pod kątem miar i liczenia. Władza, która nie może posłużyć się zunifikowanym systemem kwantyfikacyjnym siłą rzeczy musi być ograniczona w swoim działaniu. Powyższy przykład to pokazuje. Wystawienie wzorca w centrum miasta jest w stanie zunifikować miary jedynie w najbliższym otoczeniu społecznym.

Innymi sposobami unifikacji miar w przypadku przednowoczesnej władzy były próby takiego tworzenia wzorów, by te trudno było podrobić. W tym celu wykorzystywano drogie kruszce, na które pozwolić sobie mogli jedynie władcy. Jeszcze inną strategią było sakralizowanie miar. Miary umieszczano w świątyniach, a ich fałszowanie wiązało się z religijną sankcją.

Wszystkie strategie suwerennej władzy zmierzające do kontrolowania sposobów kwantyfikacji przestały mieć znaczenie wraz z upowszechnieniem się systemu metrycznego. Sam Kula twierdzi, że globalny trend do unifikacji związany był z rozwojem kapitalizmu. Nie oznacza to oczywiście, że liczenie przestało mieć znaczenie polityczne. Wrócę jeszcze do tego wątku, omawiając nowoczesny wymiar kwantyfikacji. Tutaj zastanówmy się jednakże nad współczesnymi przykładami, w których liczenie (kto liczy? w jaki sposób liczy?) jest ściśle związane z władzą. Pierwsze, co przychodzi do głowy, to oczywiście sondaże, które pokazują preferencje polityczne członków społeczeństwa. Są one drogowskazem nie tylko dla opinii publicznej, ale również dla samych polityków, którzy często nie potrafią podjąć żadnej decyzji bez sondażu. Czasami zdarza się, że te badania budzą wiele kontrowersji, zwłaszcza, gdy pokazują zaskakujące wyniki. Wtedy przedstawiciele różnych opcji politycznych pytają o sposoby liczenia, doszukują się powiązań między firmami badawczymi a różnymi partiami. Rządzący zamawiają swoje sondaże, opozycja swoje. Jeżeli zastanowimy się nad tym chwilę, to znajdziemy więcej takich kontrowersyjnych przykładów: liczenie uczestników demonstracji, liczenie oglądalności programów telewizji publicznej, liczenie długu publicznego, liczenie ściągalności podatków itd. Kwantyfikacja była, jest i pewnie będzie kwestią głęboko polityczną.

Dr Michał Wróblewski