Kwantyfikacja i nowoczesność, część druga.

Kwantyfikacja i nowoczesność, część druga.

W poprzedniej notce opisywałem historyczne konteksty kwantyfikacji. Pokazywałem, jaką rolę liczenie odgrywało w praktykach władzy. Mogło to nasunąć wniosek, że kwantyfikacja jest zjawiskiem ahistorycznym – ludzie przecież zawsze coś i w jakiś sposób mierzyli, ważyli czy przeliczali. Jest to oczywiście prawda. Z różnych jednakże powodów kwantyfikacja w przeszłości (np. oparta na lokalnych miarach antropometrycznych) jest inna niż kwantyfikacja bliższa naszym czasom. Poniżej postaram się pokazać, jak nowoczesność znacząco zmodyfikowała istniejące formy liczenia, a także powołała do życia formy nowe, nieznane w poprzednich epokach.

Socjologowie do dziś spierają się czym w rzeczywistości jest nowoczesność, kiedy się zaczęła, czy nadal trwa, czy może się już skończyła i zastąpiła ją nowa formacja – ponowoczesność. Na potrzeby niniejszego wpisu przyjmijmy – trochę posiłkując się koncepcją brytyjskiego socjologa Anthony’ego Giddensa (2006) – że społeczeństwo nowoczesne to społeczeństwo, w którym: 1) występują charakterystyczne procesy społeczne, ekonomiczne, polityczne, kulturowe; 2) funkcjonują charakterystyczne instytucje. Wśród procesów wyróżnijmy natomiast dwa – rozwój kapitalizmu oraz urbanizację.

Chociaż wskazuje się na genezę kapitalizmu na wiek XVI, to jego gwałtowny rozwój nastąpił w wieku XVIII i XIX. W Europie powstają wtedy wielkie fabryki, do miast zaczynają napływać mieszkańcy wsi, powstają wielkie fortuny przemysłowe. Kluczowym problemem – nieznanym w epoce przedindustrialnej – staje się efektywność pracy. Kapitalizm jest bowiem, w dużym uproszczeniu, systemem organizacji relacji gospodarczy, w którym jedna strona wzbogaca się na pracy drugiej strony. Zdawał sobie z tego doskonale Karol Marks stawiając pracę w centralnym miejscu swojej krytycznej analizy kapitalizmu – to sprzedawanie pracy stanowiło dla niego podstawę relacje kapitalistycznych. Z pragmatycznego punktu widzenia praca jest w systemie kapitalistycznym procesem problematycznym. Bardzo dużo rzeczy może sprawić, że praca przestanie być efektywna. Podstawowy problem związany jest z czasem i wydajnością. A są to zjawiska, które łatwo można skwantyfikować. Kapitalizm wprowadził nieznaną wcześniej praktykę – liczenie pracy. Do perfekcji doprowadził to Frederick Taylor, dla którego organizacja pracy polegała na efektywnym zarządzaniu czasem i kosztami. Współczesną formą kwantyfikacji pracy jest proces makdonaldyzacji, opisany przez George’a Ritzera (2009). Jak wiadomo, makdonaldyzacji podlega wiele obszarów życia społecznego. Jej kluczowym wymiarem jest kalkulacyjność – sprowadzenie czegoś do formy liczbowej otwiera drogę do racjonalnego i efektywnego zarządzania różnymi procesami społecznymi. Ewidentne przykłady makdonaldyzacji i kwantyfikacji pracy znajdziemy w korporacjach. Ich pracownicy podlegają okresowym procedurom ewaluacyjnym, które za pomocą określonych wskaźników liczbowych oceniają wydajność i jakość wykonywanej przez nich pracy.

Praca w kapitalizmie przemysłowym związana jest również z siłą fizyczną. Chociaż kapitalistom z początku nie przeszkadzało, że w ich fabrykach pracują dzieci, to z czasem doszli do wniosku, że jakość wykonywanej pracy może mieć duży związek z kondycją biologiczną pracowników. Okazało się, że pracownik wydajny to pracownik silny, zdrowy i gotowy do szybkiej regeneracji. Ten biopolityczny – używając słynnego pojęcia Michela Foucaulta (1998; 2010) – wymiar kapitalizmu doskonale obrazuje przykład łódzkich zakładów włókienniczych usytuowanych w dzielnicy robotniczej Księży Młyn (Marzec, Zysiak 2011). Od lat 60 XIX w fabryce Karola Scheiblera pracował lekarz, a od lat 80 przyfabryczny szpital. Wszystko to związane było z dbałością o jakość siły roboczej. Jednocześnie ta medykalizacja pracowników przyjmowała formę liczbową:

(…) przedmiotem zainteresowania fabrycznych agend i instytucji stały się nie jednostki, ale raczej policzalne, ale do pewnego stopnia podzielne byty składające się na podaż siły roboczej (jak dzieje się poniekąd w każdym szpitalu czy kasie ubezpieczeń). Ciało uległo kwantyfikacji i urzeczowieniu – zaczęło być określane w kategoriach zdolności do pracy. (…). Proces ten uwidaczniał się choćby w takich zapisach: „zdarzyły się dwa wypadki powodujące całościową i stałą niezdolność do pracy (inwalidztwo większe niż 50% normalnej zdolności do pracy), podczas gdy 34 wypadki zakończyły się inwalidztwem od 1 do 50% (Marzec, Zysiak 2011: 77).

[Fabryka Karola Scheiblera w Łodzi; źródło: http://www.kinomuzeum.pl/pala.html, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=488238]

Zapotrzebowanie rozwijającego się społeczeństwa nowoczesnego na dane liczbowe dotyczące biologicznego życia i zdrowia widać również w innych przykładach. Pierwsze klasyfikacje zaburzeń psychicznych powstały jako dodatek do spisów powszechnych w Stanach Zjednoczonych w latach 40 XIX wieku (Grob 1991). Pierwszy algorytm pozwalający na oszacowanie długości życia stworzył w latach 70 XVIII wieku Richard Price, pracownik The Equitable Life Assurence Society (Hacking 1990: 47-54). Wraz ze wzrostem popularności firm ubezpieczeniowych powstają metody szacowania ryzyka (Vigarello 2011: 211-214). Rozwija się statystyka, demografia, epidemiologia.

Rozwój kapitalizmu wiązał się z silną urbanizacją. Ta z kolei, wraz ze stopniową poprawą warunków życia (która nastąpiła wskutek rozwoju medycyny i pojawienia się infrastruktury sanitarnej) spowodowała ogromny wzrost liczby ludności. No właśnie – liczby. Pojawienie się licznej masy społecznej, której tak mocno obawiali się XIX-wieczni liberałowie (Habermas 2008: 268), stało się podstawowym wyzwaniem dla krzepnących w tamtych czasach państw narodowych. Stąd ogromna popularność spisów powszechnych, które nie tylko liczyły obywateli, ale również dostarczały całą masą innych, kwantyfikowalnych wskaźników, za pomocą których władza mogła sprawować kontrolę nad swoimi obywatelami.
Niewątpliwie nowoczesną formą kwantyfikacji, wynikłą z potrzeby klasyfikowania coraz większej liczby ludzi, jest powstanie państwowych systemów ewidencyjnych. Weźmy przykład polskiego PESELu (Czubkowska 2017). Jego historia co prawda nie jest tak odległa, jak wyżej wymienionych przykładów, ale doskonale nadaje się na egzemplifikację nowoczesnego sposobu używania liczb, w tym przypadku wspomaganego komputerową technologią. Poniżej przytaczam wypowiedź Wiesława Popisa, jednego z konstruktorów systemu, który w takich słowach opisuje okoliczności powstania PESELu:

Polska 25 lat po wojnie, zniszczone archiwa, migracje, ludzie urodzeni jeszcze w XIX wieku, dokumenty z czasów rozbiorowych, pisane w językach zaborców, niemieckim, cyrylicą (…). To była tytaniczna praca zrobić w tych wszystkich dokumentach porządek (cyt. za Czubkowska 2017: A18).

Stworzenie PESELu było zatem elementem spóźnionej modernizacji Polski, przykładem ciekawej historii o zmaganiach towarzyszących tworzeniu nowoczesnej infrastruktury w warunkach peryferyjnego państwa. Zintegrowana baza danych miała uczynić to, co inne kraje europejskie zrobiły wiele dekad wcześniej – scentralizować wiedzę na temat obywateli na użytek władzy. Odtąd, dzięki prostemu narzędziu władza mogła w szybki i sprawny uzyskać informację o każdym z obywateli. Chodzi jednakże tutaj o coś jeszcze. PESEL w specyficzny sposób wzmacnia nowoczesną formę wspólnotowości, jaką jest przynależność narodowa. O narodzie myślimy przede wszystkim przez pryzmat wartości, symboli czy historii. Bycie Polakiem potocznie kojarzy się z powstaniami, patriotycznymi lekturami szkolnymi czy emblematami banalnego nacjonalizmu (Billig 2008), takimi jak flaga czy hymn. Ale bycie Polakiem to również, z praktycznego punktu widzenia, należenie do tego samego systemu ewidencyjnego. Posiadanie numeru PESEL pozwala nam na wynajęcie bądź kupno mieszkania, zarejestrowanie się w systemie służby zdrowia czy założenie konta bankowego. Jesteśmy obywatelami tego kraju głównie dlatego, że ktoś nas policzył i przydzielił nam numerek. Możemy zapomnieć o hymnie, możemy nie znać Sienkiewicza, możemy nawet nie wiedzieć kim był Józef Piłsudski, ale największy dramat czekałby nas, gdyby ktoś pozbawił nas PESELu.

Kwantyfikacja pracy, obywateli, zdrowia jest kośćcem nowoczesnych społeczeństw, szkieletem, który podtrzymuje całe systemy społeczne – bez różnych form liczenia nie funkcjonowałyby instytucje społeczne, a wiele praktyk, które uznajemy dziś za oczywiste nie miałoby w ogóle miejsca. Jednocześnie wprowadzenie logiki kwantyfikacji nie jest niewinne. Liczenie niektórych zjawisk, których wcześniej nie liczyliśmy zmieniło nasze do nich nastawienie. Policzalne czas i wydajność pracy sprawiają, że ciągle boimy się, że pracujemy za wolno i niezbyt efektywnie. Kwantyfikacja ciała spowodowała, że ciągle zwracamy na nie uwagę – liczymy kalorie, mierzymy poziom tłuszczu w organizmie, warzymy się. W innych przypadkach jednakże kwantyfikacja spowodowała, że wiele rzeczy stało się dla nas niewidzialnych. Posiadanie numeru ewidencyjnego jest czymś tak naturalnym, że wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z prawdziwego sensu jego istnienia. Nie możemy również zapominać – a będzie to temat jednego z kolejnych wpisów – że to, co lub kto podlega kwantyfikacji i kto określa jej reguły również jest kwestią polityczną. W tym przynajmniej aspekcie nowoczesność nie przyniosła jakiejś radykalnej zmiany.

dr Michał Wróblewski

Bibliografia:

  • Billig M. 2008. Banalny nacjonalizm. Kraków: Znak.
  • Czubkowska S. 2017. 11 cyferek z dowodu. „Dziennik Gazeta Prawna”, wydanie z 28-30 lipca 2017 r.
  • Foucault M. 1998. Trzeba bronić społeczeństwa. Warszawa: Aletheia.
  • Foucault M. 2010. Bezpieczeństwo, terytorium, populacja. Warszawa: PWN.
  • Grob G.N. 1991. Origins of DSM-I: A Study in Appearance and Reality. „American Journal of Psychiatry”, vol. 148, no. 4.
  • Habermas J. 2008. Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej. Warszawa: PWN.
  • Hacking I. 1990. The Taming of Chance. Cambridge: Cambridge University Press.
  • Marzec W., Zysiak A. 2011. Młyn biopolityki. Topografie władzy peryferyjnego kapitalizmu na łódzkim osiedlu robotniczym. „Praktyka Teoretyczna”, nr 1-2.
  • Ritzer G. 2009. Makdonaldyzacja społeczeństwa. Warszawa: Muza.
  • Vigarello G. 2011. Historia zdrowia i choroby. Warszawa: Aletheia.